„Wyganiamy robaczki”

Kategorie: stomatologia ogólnie

Tagi: • , , ,

Rozmowa o pierwszych wizytach w gabinecie stomatologicznym z Natalią Jakubanis, lekarz stomatolog w Klinice Stomatologicznej Uśmiech Zdrowia, specjalizującą się w pedodoncji, czyli stomatologii wieku rozwojowego.

Pierwsza wizyta u stomatologa to stres zarówno dla dziecka, jak i dla rodzica. Wizyty takiej nie powinniśmy jednak odkładać. Kiedy powinniśmy pojawić się w gabinecie po raz pierwszy?
Na pierwszą wizytę – oczywiście w sytuacji, gdy wcześniej nic nas nie martwi, kiedy nie ma żadnych niepokojących objawów – rodzic powinien zgłosić się z dzieckiem około 15 miesiąca życia, po wyrośnięciu pierwszych zębów trzonowych, czyli czwórek. Przez bardzo długi okres dziecko ma 8 zębów. Potem wyrastają pierwsze zęby trzonowe i to jest właśnie sygnał dla rodziców, żeby pojawić się na krótkiej, kontrolnej wizycie.

Czy pierwsza wizyta powinna być od razu wizytą przeznaczoną na leczenie czy lepiej zacząć od wizyty adaptacyjnej?
Dużo lepiej rozpocząć od wizyty adaptacyjnej. Małe dziecko znacznie lepiej przyzwyczaja się do gabinetu stomatologicznego, do wizyt, do stomatologa i oczywiście do oglądania zębów i wkładania narzędzi do jamy ustnej niż takie, które przychodzi do dentysty po raz pierwszy w wieku 8 czy 9 lat. Wtedy jest już na tyle świadome i tak przestraszone samym pojęciem „dentysta”, że najczęściej nie współpracuje ze stomatologiem. Kiedy dziecko przyzwyczajone jest od małego, współpraca przebiega zwykle dużo lepiej.

Kiedy więc powinniśmy pojawić się z dzieckiem na takiej wizycie adaptacyjnej?
Na pierwszą wizytę, podczas której pokażemy dziecku narzędzia, przedstawimy dentystę, opowiemy, czym się zajmuje, trzeba pojawić się około 3 roku życia. Wizyty adaptacyjnej nie da się przeprowadzić w wieku 15 miesięcy, ponieważ dziecko nie jest jeszcze wtedy w pełni świadome. W wieku 3 lat jest już na tyle świadome, że rozumie, co się do niego mówi, co mówi do niego dentysta i jest w stanie sobie tę wiedzę jakoś przetworzyć i przyswoić. Efektem tego jest lepsza współpraca.

W jaki sposób przekazywać taką wiedzę małemu 3-letniemu dziecku? Czy możemy używać języka dorosłych czy też powinniśmy posługiwać się językiem dziecka, językiem bardziej metaforycznym i obrazowym?
Trzeba mówić „po dziecięcemu”. Używamy słownictwa dostosowanego do wieku dziecka. Wiadomo, że jeżeli rozmawiamy z 9-latkiem nie użyjemy sformułowania „wyganiamy robaczka prysznicem”, bo dziecko w takim wieku już nam nie uwierzy. Ale jeżeli maluch ma 3 lata, to jak najbardziej takie metaforyczne przeniesienia czy porównania możemy stosować, np. wiertło turbinowe nazywać prysznicem, a wolnoobrotowe traktorkiem, który jeździ po ząbku.

Podstawową zasadą w takiej komunikacji jest również unikanie słów, które kojarzą się negatywnie. Nie mówimy nigdy dziecku „nie będzie bolało” lub „nie bój się”, ponieważ dziecko nie bierze w ogóle pod uwagę przeczeń. W tych zdaniach słyszy więc wyłącznie słowa „ból” i „bój się”.

Czy rodzice mogą również sami – jeszcze przed wizytą adaptacyjną z dzieckiem – zgłosić się do stomatologa po poradę?
Oczywiście. Zwłaszcza, że wielu rodziców swój lęk związany z wizytą u dentysty przekazuje dzieciom. Dobrze więc, żeby skonsultowali się z lekarzem, w jaki sposób mają zachowywać się, co robić i co mówić. Dostępne są również książeczki edukacyjne, a w klinikach broszury informacyjne. Niestety, nadal jest dużo nieświadomych rodziców, którzy nie wiedzą, że nawet zęby mleczne trzeba leczyć.

Jakie błędy najczęściej popełniają rodzice?
Straszą dentystą. Dentystę trzeba przedstawiać dzieciom jako kogoś, kto pomaga wyganiać robaczki z buzi, a nie jako kogoś złego, do kogo idzie się za karę. Rodzice powinni wspierać lekarza w leczeniu. Jeżeli rodzic wchodzi do gabinetu i od razu przy dziecku na głos mówi, że maluch na pewno nie da sobie nic zrobić, to jest bardzo duża szansa, że ten maluch właśnie tak się zachowa. Bardzo często rodzicom wydaje się, że dzieci nie słyszą tego, o czym rozmawiają dorośli. A one słyszą znacznie więcej niż nam się wydaje.

Czy jedna wizyta adaptacyjna wystarczy?
Najczęściej tak.

Czy taka wizyta powinna być jedynie oswojeniem małego pacjenta z nową dla niego sytuacją czy też od razu podczas takiej wizyty można przeprowadzić pierwszy zabieg?
Zdarza się, że jeżeli na taką pierwszą wizytę przychodzi rodzic z 4-latkiem, który ma jakieś niewielkie ubytki próchnicowe, to już wtedy przeprowadza się niewielkie leczenie. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ dziecko najlepiej współpracuje podczas tej pierwszej wizyty. Rodzice myślą, że jeżeli dziecko przyzwyczai się do lekarza, to podczas kolejnej wizyty zacznie lepiej współpracować. Na kolejnej wizycie dziecko już jednak wie, co je czeka, więc z tą współpracą bywa różnie.

Wiadomo, że zęby mleczne są też unerwione, one też bolą. Rodzice czasami myślą, że zęby nie bolą i nie mają korzeni, a to przecież nie prawda. Wizyta u stomatologa wiąże się więc czasami z niedużym bólem, ale i tak dziecko jest w stanie go zaakceptować, jeżeli wytłumaczy się, że to robaczek ugryzł ząb. Po prostu z dzieckiem trzeba cały czas rozmawiać i tłumaczyć to, co będzie się robiło.

Czy ma znaczenie pora dnia, w jakiej zabierzemy dziecko do stomatologa?
Tak. Małe dzieci najlepiej współpracują rano, do południa. Kiedy umawiamy wizytę na 19.00, dziecko jest już zmęczone po całym dniu, senne i na nic nie ma ochoty. Wiadomo oczywiście, że wizyty są dostosowane do godzin pracy rodziców, ale przyjmujemy również w soboty, więc i ten problem można rozwiązać.

Czy małego pacjenta można leczyć „na siłę”?
Przyjęło się, że dzieci do 2. roku życia można leczyć „na siłę”, przytrzymując je na fotelu. Dzieci są jeszcze stosunkowo małe, można to więc zrobić skutecznie, oczywiście za zgodą rodziców. I co wydaje się najważniejsze w tej sytuacji 2-latek nie będzie o tym pamiętał, bo jego pamięć jest krótkotrwała. Powyżej 2. roku życia już w ten sposób dzieci się nie leczy. Jeżeli przytrzyma się na fotelu dentystycznym 4-latka, istnieje duże prawdopodobieństwo, że sytuację tę zapamięta na wiele, wiele lat i nawet do wieku dwudziestu kilku lat nie usiądzie na dentystycznym fotelu.

Czy dobrą metodą oswajania z gabinetem stomatologicznym i zabiegami jest wręczanie małym pacjentom drobnych upominków?
Nagrody dla małych pacjentów są bardzo ważne. Dobrze jest przed wizytą, kiedy podejrzewamy, że współpraca może być chwilami gorsza, zachęcić dziecko. Asystentka może przygotować nagrodę i pokazać ją dziecku. Ale jeżeli dziecko jest duże, zabieg nie był bolesny, a mimo to dziecko nie chciało współpracować, bo taki miało kaprys, rodzice nie powinni nagradzać. Nic takiego nie może mieć miejsca, bo dziecko się do tego przyzwyczai i już każda wizyta będzie wyglądała dokładnie w taki sam sposób.

O czym powinni pamiętać rodzice maluchów?
Przede wszystkim o tym, żeby dziecko w wieku rozwojowym zgłaszać na wizytę co trzy miesiące. Trzy miesiące to dobry czas, zarówno dla dziecka, żeby pamiętało jak taka wizyta wygląda, jak i dla lekarza, który może wykryć nową próchnicę. Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której po wyleczeniu zębów rodzic przychodzi z dzieckiem na wizytę dopiero po trzech latach. Dziecko nie pamięta wtedy swojej poprzedniej wizyty i znowu zaczyna się bać. To tak jakbyśmy w wieku 8 czy 9 lat zgłosili się do stomatologa po raz pierwszy.